Wiersz – „Całuj” (autorski)

Witajcie!

Jak pokazuje mój licznik ten post ma numer …700. Tak, tak… 700 wpisów tutaj. To chyba dużo pracy, słów i myśli? To chyba dużo uczuć, prawd, emocji? Piszę od lat i ciągle mi mało. Namawiano mnie nie raz, abym pisał na konkurs poetycki ten czy tamten. Nie powiem, że nie. Próbowałem. Rezultatami tych prób nie ma się co chwalić, były… żadne. Czy to znak, że to, co piszę, jest daleko w tyle za twórczością innych? Nie wiem. Nie mnie jest oceniać samego siebie. Czy jestem zadowolony z tego, co i jak piszę? Myślę, że nie da się walczyć z powodzeniem ze swoimi emocjami, że można być zdystansowanym do nich, jeśli się ma duszę poety. Sądzę, że albo potrafi się zrozumieć swoje emocje, albo stajemy się ich marionetką, ale w obu wypadkach nie jesteśmy w stanie ich się pozbyć, jeśli mamy pozostać ludźmi. Zatem trzeba polubić to, co się czuje i… dawać temu wyraz, jeśli nie jest to nienawiść, bo tej się należy wystrzegać. Ja robię to tak, jak potrafię. Zatem lubię to, co robię i staram się pokazać Wam siebie od wewnętrznej strony. Taka wiwisekcja nigdy nie jest bezpieczna dla poetów, zawsze można ponieść szkody w duszy, kiedy okazuje się, że jest się samemu ze swoimi emocjami i przeżyciami. Zaryzykowałem i pokazuję Wam to, co tworzę. Wy, moi Czytelnicy (bez rozróżniania na płeć) z kolei pokazujecie mi, że skoro tutaj przychodzicie, czytacie to czy tamto, to jesteście ciekawi mojego świata, mojego spojrzenia na rzeczywistość. Przypuszczam, że wielu z Was myśli podobnie jak ja o wielu sprawach tutaj poruszonych, ma takie same odczucie i emocje, takie same lub podobne myśli. To daje siłę, daje motywację do pisania. Za to Wam dziękuję z tego miejsca.

Co dalej, skoro 700 razy byłem w tym miejscu ze swoimi przemyśleniami? Świat jest ciągle ciekawym na tyle, że warto jest go obserwować. Oby sił i możliwości starczyło na to.

Nie o wszystkich moich uczuciach tutaj napisałem, nie o wszystkim piszę. Wiele emocji jest we mnie tak silnych, że… nie potrafię ich nawet okiełzać słowami, a co dopiero pokazać je. Mam nadzieję, że to rozumiecie.

Zbliża się listopad, a z nim wiele chwil, których się nie zapomina. To te dwie daty – pierwszy i drugi listopad. Szczególne daty. Dla mnie będzie to wspominanie mojej Siostry (zmarła 2012), mojej Mamy (zmarła 2017), najukochańszej Babci (zmarła 2012) i Taty (zmarł marzec 2018) i brata Mamy, którego tutaj już też nie ma między żyjącymi. Cóż, życie jest właśnie takie – nieobliczalne. To o tych emocjach Wam nie napiszę. Niech odpoczywają w spokoju…

Żeby moje reminiscencje na bazie 700 wpisu nie były takie eschatologiczne, poniżej poddaję Waszej ocenie mój dzisiejszy wiersz. Jak Wam się podoba?

Pozdrawiam Was!

Irek

Całuj

 

Pocałuj mnie tak znienacka,

Nagle,w ciepły policzek.

Niech sobie wtedy pomyślę

Moc wymarzonych mych życzeń.

 

Pocałuj mnie na poważnie,

Wolno, patrząc mi w oczy.

Niech uśmiech twój nie przygaśnie,

Niech będzie zawsze uroczy.

 

Pocałuj mnie z przytuleniem,

Tak po twojemu, płonąco.

Światło niechaj zagaśnie

I dłońmi dajmy nam koncert…

 

Pocałuj mnie na gorąco

Językiem usta zwilżając.

Chcę szeptać, a potem krzyczeć

Z rozkoszy – ciebie kochając.

 

Pocałuj mnie na dzień dobry,

Pocałuj na każdą chwilę.

Pocałuj w wieczór pogodny.

Pocałuj nim noc przeminie.

 

Całuj mnie bez umiaru!

Całuj bez ostrzeżenia!

Tylko kochanie nie całuj

Nigdy na do widzenia…

Reklamy

Wiersz – „Bal we śnie” (autorski)

Bal we śnie.

 

Znowu jest północ, znowu dzień

Skrada się nocą do mych drzwi.

Głucha w krąg cisza… Smutny sen

Sam w kącie zasnął no i śpi.

 

Ja otoczony blaskiem świec

Melodię chłonę światłogry,

Chciałbym do ciebie teraz biec,

Lecz przed oczami morze mgły…

 

We mgle dostrzegam jakiś cień,

A kształty różne płyną w dal.

Sen coś odburknął znów przez sen,

I we mgle widzę dziwny bal.

 

Złączone w tańcu jakieś sny,

A obok tańczy obcy ktoś,

Pomiędzy nimi ja i ty,

I wodzireja miękki głos…

 

Obok na stole piętrzą się

Specjały, wino, słodycz barw,

A mnie do ucha szepcze sen,

By nie żałować gościom braw.

 

Podaję rękę aby nas

Połączył taniec w dziwnym śnie.

Rozbłyska nam tęczowy blask,

Muzyka tuli ciebie, mnie…

 

Nagle mi znikasz, czemu tak?

Czymś może obraziłem cię?

Gdzie się ukrywasz? Daj mi znak!

Mój sen w kąciku śmieje się…

 

Bezradny szukam ciebie wciąż

W ogromnym tłumie pośród dam,

Korowód wije się jak wąż,

A ja już wiem, że jestem sam…

 

Rozpaczy mojej mokry ślad

Po twarzy smutnej spływa mi.

W lustrze dostrzegam brzemię lat…

A sen w kąciku nadal śpi…

 

Zamykam więc za sobą drzwi.

Wychodzę – stary smutny cień.

Mój sen się budzi, mówi mi

Że widać słońce, nastał dzień…

 

I tylko zanim zniknie gdzieś,

Gdzie sny zyskują swoją moc,

Do ucha szepcze dziwną treść,

Że dziś cię znajdę… Jak co noc…

Wiersz – „Znajdę Cię” (autorski)

Znajdę Cię

 

Znajdę Cię

W kropli deszczu.

Zapytasz, jak to możliwe?

Powiem Ci,

Kiedy ta właśnie kropla

Spadnie na moje usta

Otwarte do pocałunku.

To będziesz Ty,

Bo tylko ta odrobina wody

Będzie płakać ze szczęścia.

 

Znajdę Cię

W promieniach słońca.

Jesteś zdziwiona?

A przecież wiesz o tym,

Że spośród wszystkich promieni

Ogrzewających moją twarz,

Tylko ten jeden promień

Uśmiecha się do mnie.

To właśnie Ty…

 

Znajdę Cię

W wietrze, który mnie otacza.

Wiesz dlaczego tak będzie?

Bo tylko ten wiatr,

Którym jesteś,

Szepcze mi do ucha,

Że kocha mnie

Jak nikt inny.

 

Znajdę Cię

W wodzie, ogniu, powietrzu, ziemi.

Nie ukryjesz się przede mną.

Nie zwiedziesz mnie

Innym wyglądem,

Różnym kształtem,

Odmienną istotą.

Ja kochanie

Nie patrzę oczami,

Nie słucham uszami,

Nie dotykam dłońmi.

Ja wiem,

Kim i gdzie jesteś.

Ja wiem…

Bo moje serce

Kocha i tylko ono

Rozpozna Ciebie

Nawet na krańcu tego Wszechświata,

Nawet w innym świecie.

Nie chowaj cię więc,

Tylko podejdź i przytul…

Wiersz – „Przesyłka” (autorski)

Przesyłka

 

Wymarzyłem dla ciebie Miłość,

Inną niż te, które znasz.

Ma barwę nieba o poranku,

Kiedy kwiaty i ptaki

Budzą się do życia

W słoneczny dzień.

Ma zapach igliwia

Lasu otulającego cieniem

Spacerujących zakochanych.

Brzmi jak szum wody

W górskim potoku,

Zimnym i bystrym.

Kiedy ta Miłość dotyka,

Wtedy czujesz Ją jak ciepły powiew

Wiatru na łące w południe lata.

Ma smak lodów owocowych,

Które tak bardzo lubisz.

Napisałem Ją w mojej duszy

W ciemną noc samotności,

A Anioł pomógł mi

Zapakować Jej piękną

I niepowtarzalną energię

W małą, niepozorną paczuszkę,

Opakowaną szarym papierem codzienności.

Kurier z samego Nieba

Dostarczy ci ją dziś

W samo południe.

Nie wiem tylko,

Czy patrząc na papier

Nie wyrzucisz Jej

Bez otwarcia przesyłki?

Nie ocenia się zawartości

Po opakowaniu,

Ale Ona jest wyjątkowo mała

W pudełku moich wzruszeń.

Jeśli jednak otworzysz to,

Co wysłało ci moje Ja,

Będziesz zdziwiona,

Jak bardzo Miłość

Może urosnąć,

Jeśli zaraz po rozpakowaniu

Umieścisz Ją w swoim sercu.

Tylko ta szarość opakowania…

Ona zniechęca do wszystkiego.

A co, jeśli…?

Kurier przybył.

Postawił paczkę obok ciebie.

Pożegnał się, życząc miłego dnia.

Jesteś zdziwiona,

Bo nie spodziewałaś się tego.

Intrygujące, prawda?

Ciekawi cię, co jest w środku?

To na co jeszcze czekasz?

Pocałuj…

Wiersz – „Nienasycenie” (autorski)

Nienasycenie

 

Kiedy kładłem ciebie

Na łące pełnej kwiatów,

Słońce zapaliło aureolę

Wokół twej głowy.

Wiatr pochylił trawy przed tobą,

A ziemia stała się ciepłym tronem…

Objęłaś w posiadanie

Królestwo nieba na ziemi.

Piękno twej nagości

Oszołomiło przestrzeń,

Kazało zamilknąć ptakom,

Zatrzymało nasz czas

W pół słowa…

Byłem dumny twoją Miłością,

Królowo Rozkoszy.

Byłem zachwycony

Twoją władzą

Nad światem

I moim ciałem.

Moje pragnienie doznania bliskości niezwykłego Piękna

Odebrało mi poczucie realności

Istnienia tamtej chwili.

Zanurzyłem dłonie

W twoje włosy,

Jak w niezmierzone skarby

A ich zapach zawirował

We mnie

Budząc z wiekowego snu

Najskrytsze marzenia…

Dotykałem twoich ust

Delikatnie ustami.

Oczy pytały oczu:

Czy to się zdarzy…?

Jednak stało się inaczej…

Byłaś dla mojej duszy

Zbyt zwiewna,

Taka nierealna,

Tak bardzo nieziemska,

Jak bezcenny dar Nieba,

Abym mgłą moich marzeń mógł otoczyć

Twoje uda i piersi,

I przytulić jak mężczyzna kobietę…

Zbyt mocno kochałem,

Aby zniszczyć cały mój

Tak wtedy nierealny czas…

Byliśmy tam oboje

Jak zatopione w bursztynowym świetle

Dwie ćmy lecące w stronę

Pożądania obezwładniającego sumienia…

Wtedy pocałunek

Połączył ciebie i mnie,

Tylko jeden pocałunek,

I po nieskończenie długiej chwili

Rozdzielił.

Cisza samotności objęła nas

I poprowadziła

Do miejsca na rozdrożu zdarzeń…

Nie dałem ci tego,

Czego pragnęły ciała

– Moje i twoje.

Bałem się tego krzyku rozkoszy,

Po którym jest milczenie

I myśli jak ból nieposkromiony,

Myśli o rozstaniu,

O tęsknocie bezmiernej,

Nim noc nadeszła,

Pospiesznie uciekliśmy

Z tamtego raju,

A potem

Spacerując objęci w pół

Pytaliśmy siebie bez słów:

Czy kiedyś nasze ciała

Miłość stopi w jedną całość,

Czy wybierzemy niepewność jutra,

W której sen może się nie zmienić

W prawdę dotyku i rozkoszy?

Jeśli głód naszych ciał

Miałby kiedyś umrzeć,

To lepiej niech się nie narodzi…

Spełniona Miłość

Nie może tęsknić do rozkoszy,

Nie będzie żyć złudzeniem bliskości,

Jest bowiem zawsze nakarmionym

Nienasyceniem chwilą…

Wiersz – „Granica” (autorski)

To już 695 wpis na tym blogu… Nieskromnie sobie myślę, że jest co czytać. Parę lat pracy mi to zajęło, a tak naprawdę tych lat jest o wiele więcej, kiedy to w wieku 17 lat zapisałem swój pierwszy wiersz (zresztą jest tutaj na blogu). Dlaczego to piszę? Bo … są wakacje! Lato jakby nie było zachęca do wypraw poza… komputer. Więc ja jestem tutaj jakby ciut rzadziej, ale …jestem. Przy tylu postach sam siebie trochę usprawiedliwiam, że nie zostawiam Was z brakiem lektury na moim blogu. Kiedy zrobi się nieco zimniej, dni będą krótsze, Muzy wrócą z wakacji i …się zacznie! 🙂 Dlatego wszystkim, którzy lubią mój styl pisania i tematy, które tutaj poruszam, życzę spokoju, szczęścia i Miłości. Pewnie jeszcze tego lata tutaj zajrzę z moimi utworami, ale niczego nie obiecuję! Poeci tak mają, że wena przychodzi kiedy chce, a nie kiedy musi.

Granica

 

Jest granica wydzielona murem,

Gdzie staje się w milczeniu.

Spogląda na potężną szarą budowlę,

Sięgającą nieba,

Widzi drut kolczasty,

Czyta napisy o niebezpieczeństwie.

Tam strach obezwładnia ręce i nogi,

Lęk mrozi serce.

Tam umierają marzenia.

To miejsce, gdzie nadzieja

Odwraca się na pięcie

I odchodzi przy dźwięku

Chichotu Zła,

Zajętego czymś po jego drugiej stronie.

Są ludzie,

Którzy próbują obejść mur.

Całe życie idą wzdłuż niego,

A kresu ściany nie widać…

Padają pod ścianą i tylko kości

Są dowodem na to,

Że próbowali…

Istnieją ludzie,

Którzy uderzają w mur

Wszystkim, co mają pod ręką,

Ale nie zrobili na nim nawet

Jednego, najmniejszego zadrapania…

Niektórzy oszaleli,

Niektórzy zwątpili w sens wszystkiego…

Większość jednak

Zawraca stamtąd

I kryje się w swoich domach,

Gdzie snuje plany

Pokonania stojącej w ciszy i bezdusznej

Przeszkody w drodze do szczęścia.

Słyszą ciągle dogmat

O swojej małości.

O prochu,

Z którego są

I w który się obrócą…

Szepczą im, mówią,

Piszą lub krzyczą:

Nie da się przejść!

Nie można go zniszczyć!

Ta prawda

Głoszona jest od wieków,

Stała się chlebem powszednim

Umysłów ludzkich.

Jest uczona i zapamiętywana.

Jest czczona.

Jest na złoconych pomnikach wiedzy i wiary

Dających władzę nad duszami i ciałami.

Taka prawda przynosi ze sobą tak upragnioną

Beznadziejność,

Która usprawiedliwia

Każde lenistwo i bezmyślność…

Ta prawda usprawiedliwia

Każde okrucieństwo

I odrzucanie innych prawd.

Niebo jednak

Nie jest szare dla tych,

Którzy uwolnili swoje serca

Do wolności myślenia…

Historia podaje,

Że był ktoś,

Kto także trafił pod mur.

Mówili mu,

Że to kres jego marzeń.

Opowiadali historie tych,

Co nie przeszli tego miejsca.

Straszyli rzeczami niewyobrażalnymi.

A ten człowiek

Nie dał się przekonać.

Nie słuchał ich.

Nie wiedział tak naprawdę,

Że muru nie da się pokonać.

Głupi był – mówili…

Kiedyś

Usłyszeli jak powiedział,

Że ten mur nie istnieje,

Że każdy go sobie sam stawia

Na drodze życia.

To wasze ograniczenia

-Mówił im-

Nie moje.

I zobaczyli,

Jak podchodzi do muru

I znika…

Jedni twierdzili,

Że zginął,

Inni,

Że przeszedł poza mur.

Tylko starszym ludziom

Dała do myślenia

Cisza za murem…

Zło przestało się śmiać…

Czy to coś znaczyło?

Głupi był – mówili…

Nie dał rady – szeptali po kątach.

I jak każdego dnia

Kontynuowali spacer

Wokół muru

Swoich ograniczeń.

A marzenia stały z daleka

Otulone nadzieją

I czekały

Na cud zrozumienia prawdy

O człowieku.

Wiersz – „Wenus” (autorski)

Wenus

 

Przez zamknięte powieki

Patrzyłem na ciebie…

Zanurzona w niebieskiej wodzie,

Otoczona perłową poświatą,

Otulona zapachem dziesięciu świec,

Trwałaś jak posąg Piękna w bezruchu

Półleżąc w białej wannie…

Czekałaś na coś…

Uśmiechałaś się do swoich myśli.

Byłaś tak nierealna,

A jednak rzeczywista

W swojej doskonałości.

Delikatny ruch wody

Odtwarzał bicie twojego serca,

A mgła falowała

W rytmie oddechu.

Cichy szmer

Wypełniał przestrzeń.

W powietrzu wisiało coś nieokreślonego…

Moje zmysły drgały jak struny harfy.

Serce grało na nich

Hymn do Miłości.

Oddalony w przestrzeni

Nieobecny ciałem obok ciebie,

Wyciągnąłem dłoń tam,

Gdzie oczy dostrzegły gorący ślad

Pocałunku Pożądania…

Z wody wysunęła się twoja ręka

Aby pomóc mojej

Przezwyciężyć onieśmielenie pięknem.

Delikatnie

Masowałem białe ramiona,

Szyję i piersi…

Mieszałem światło świec

Ze swoim szybkim oddechem.

Rozdmuchiwałem pianę

I nienasycenie,

A one odsłaniały ciebie

Jak kolejne strony

Nieprzeczytanej księgi.

Zanurzyłem rękę w błękit wody…

Ciało poddało się pieszczocie.

Woda falowała coraz mocniej

I mocniej…

Przestrzeń zamknęła drzwi

Za sobą…

Wyblakły tarcze zegarów.

Gorąco wody

Zapach namiętności

Nierealność mnie i ciebie

Eksplodowały w nas

Zdumieniem, że można

Poprzez sen i przestrzeń

Spotkać się w połowie

Drogi do marzeń…

A potem ujrzałem ciebie

W moim śnie na jawie

Jak z piany niczym Wenus

Wynurzasz się naga,

Spryskana wodą

I pełna blasku,

Aby królować odtąd

W moich myślach,

Słowie

I uczynkach…