Wiersz – „Złocisty deszcz” (autorski)

Dedykuję mojej Ani na Jej urodziny

Złocisty deszcz

 

Złocisty deszcz

Przepełnił moje serce

W tym dniu,

Gdy powiedziałaś: Tak!

Gdzieś z góry spadł

Prosto w to jedno miejsce,

Gdzie tyle ran

I słychać było płacz.

I cały lśnił, i drgał melodię cicho,

O szczęściu mym,

O najpiękniejszym śnie.

I była w nim

Ta skrystalizowana Miłość,

Co zaleczyła wszystkie rany me.

Otulił mnie

Jak puchem, swym spokojem.

Powoli rozgrzał

To ciało zimne tak.

I odtąd pada złotem na nas dwoje,

I siły mnoży, dając życiu smak.

Jesteśmy już

Skąpani w deszczu złotym

Od wielu lat,

Od tylu wiosen, zim,

A każde z nas

Wciąż wielką ma ochotę,

By spijać go,

By ciągle tańczyć w nim.

I każdy wie, kto duszę ma otwartą,

Że złoty deszcz

To krople życia w nas,

Bo przecież jest

Tym najcenniejszym złotem,

Co będzie trwać Miłością,

Zawsze trwać…

„Bajka o Nienawiści” (autorska)

Bajka o Nienawiści

Piekło otwarło swe wrota i na Ziemię wypuściło ucieleśnioną, zwielokrotnioną Nienawiść.

Przykazania nowe zabrzmiały: Idźcie i nienawidźcie się wzajemnie! Idźcie i zniewalajcie myśli i sumienia! Idźcie zabić wolność!

Ruszyły zastępy demonów. Wpełzły pomiędzy ludzi.

Miały ich kształty, mówili jak oni, byli jak oni. Uspokajali zaniepokojonych. Robili to obietnicami, pieniędzmi, nadaniem złudzenia władzy. Mieli tysiące sposobów na to, jak przekupić aby nikt nie zauważył, że w tym koniu trojańskim czai się puszka Pandory… Ludzie z wyolbrzymionym ego, ludzie biedni, ludzie głupi, ludzie skrzywdzeni zaczęli wierzyć, że będzie lepiej… Że im będzie lepiej. Że teraz dla nich będzie lepiej. Innym – nie będzie.

Powoli, niemal niedostrzegalnie zaczęło się propagowanie zła. Sprzedawano go jako dobro, które miało wyplenić zło zaszczepione przez poprzedników.

Niektórzy przypomnieli sobie wtedy słowa o diable, który przebrał się w ornat i ogonem na mszę dzwonił… Zaszeptano ich plotkami i pomówieniami lub zakrzyczano.

Szeptano o tym, jak bardzo się różnimy i dlatego musimy nienawidzić.

Wsączano jad do uszu o tym, że chcemy kochać, cieszyć się, śmiać radośnie, a to jest szkodliwe dla człowieka. Człowiek staje się przez to słaby i każdy może go pokonać, nawet dziecko. Człowiek powinien być silny i bezkompromisowo walczyć z tym, co jest złe… Zło zaś pokazywano palcem na ulicy.

Wpajano młodym umysłom, że rodzice myślący o wolności poglądów są niepotrzebni, bo zabierają im wolność. Takim rodzicom należy się sprzeciwiać.

Dorosłym wmawiano, że dzieci to zło, są takie kosztowne w utrzymaniu, brudzą, niszczą, męczą, zabierają czas, ale mogą się nimi zasłużyć Jednej Prawdziwej Dobrej Sile wychowując je na zwolenników Nienawiści.

Bogatych namawiali, aby mieli jeszcze więcej.

Biednych oszukiwali, że będą bogatymi.

Wyznawcom jednego Boga wmawiali, że inni chcą im tego Boga odebrać. Zwolennikom innego boga wmawiali, że wyznawcy spod innego znaku są ich wrogami.

Zdrowych uczyli pogardy do chorych, chorych uczyli nienawidzić zdrowych.

Wsadzali do więzień za cudzołóstwo, budując domy schadzek po cichu.

Rozbroili obrońców, ustanowili swoją armię bezwolnych sumień.

Skłócili wszystkich ze wszystkimi.

A potem zaczęło się wielkie zabijanie.

Na początek zabili wolność wyboru.

Potem skutecznie wytępili wolność sumienia. Jeden wódz, jedna interpretacja rzeczywistości, jeden głos ludu pod rządami jednego wodza… Zbiorowe sumienie narodu zastąpiło sumienia ludzkie…

Szybko poradzili sobie z wolnością poglądów, bo media stały się ich własnością.

Nazwali to polityką, demokracją, odrodzeniem, zmianą na lepsze…

Odezwały się głosy z miejsc kultu, że oto nastało nam niebo na ziemi…

Ludzie musieli uwierzyć w ten raj. Niedowiarkom starczało tylko niewiele wstrętnego jedzenia podawanego przez strażnika…

Głupota, niekompetencja, chore ambicje wylazły z ukrycia. Zaczęły tworzyć swoje dwory, swoich wasali i zwolenników. Chory pomysł na rzeczywistość ścigał się z innym chorym pomysłem, a ci, których one dotyczyły, nie mieli nic do gadania na ten temat. Zaczął się demontaż tego, co zostawili poprzednicy, przy dźwięku trąb jerychońskich mających zagłuszyć rozdrapywanie dóbr doczesnych, podobno tak bezwartościowych wobec wieczności…

Cichły protesty…

Ludzie zaczęli znikać, potem stanęła gospodarka, choroby i śmierć przyszły po cichu i rozpoczęły swoje żniwa. Dezorganizacja życia zastąpiła wszystko, co jeszcze do tej pory funkcjonowało. Zaczęto nazywać to kosztami transformacji, przejściowymi trudnościami, wrogimi działaniami niechętnych nowym włodarzom.

Nikt się nie sprzeciwił. Jedni byli zbyt leniwi, innym było obojętne to, co się działo wokół, bo mieli spokój w swoich czterech ścianach. Kiedy siłą zaczęto te ściany im burzyć, otwierano kopniakami drzwi do ich domów, stawali zdziwieni i bezbronni przeciwko brutalnej sile, że przecież oni nikomu nie przeszkadzali. Szybko stawali się niewolnikami, bo nikt nie potrafił ich obronić.

Plan Piekła stawał się coraz bardziej realizowany w pełni…

Mrok nadciągał na ziemię i zniewolonych ludzi.

Nienawiść szyderczo śmiała się z głupoty i naiwności.

Triumfowała w glorii zwyciężczyni…

Zaczęła od niewielkiego przyczółka, a po krótkim czasie wzięła wszystko. Miała się z czego cieszyć – wrogów pozbywała się w ekspresowym tempie. Ludzie pomagali jej w tym ochoczo, bo wierzyli, że to jest dobre.

Popełniła jednak błąd. Ten błąd był początkiem jej końca.

Nie zwracała uwagi na to, skąd się wzięła. A przecież to Zło było jej pracodawcą! Zło nigdy nie lubi się dzielić swoim zwycięstwem z tymi, dzięki którym zostało dokonane i dlatego zawsze pozbywa się swoich zwolenników, zaczyna zżerać własny ogon.

I tak było z Nienawiścią.

Zaczęto nienawidzić zwolenników Nienawiści, którzy mało entuzjastycznie …nienawidzili przeciwników Nienawiści… Skąd jednak brać tych przeciwników? Wokół Nienawiści byli sami jej zwolennicy. Zaczęto – jak robi to każda rewolucja – „pożerać własne dzieci”. Wszechobecny strach rozpostarł swoje macki w zwolennikach Nienawiści.

Pokazowe procesy, potem pokazowe niszczenie „wrogów” – media zachwycały się nad skutecznością Nienawiści. W ten sposób strach mnożył się szybciej.

… A kiedy zniknął z otoczenia Nienawiści ostatni w pełni jej oddany zwolennik i kiedy została sama, przyszła po nią Sprawiedliwość…

Słońce znowu zaświeciło dla ludzi, którzy przecierali oczy ze zdumienia widząc zgliszcza, na których przyszło im teraz się obudzić.

Ale to już inna bajka…

Morał?

Jeśli masz do czynienia z Nienawiścią, to daj jej lustro, w którym kiedy się przejrzy, ujrzy samą siebie. I to już jest koniec…

Wiersz – „Słowo jedyne” (autorski)

Słowo jedyne

 

Kocham, to takie słowo,

Co zbyt słabo świeci w ciemności,

Kiedy otwierasz oczy

I patrzysz na mnie niepowtarzalnie,

Uważnie tak,

Aby je usłyszeć.

Kocham – to słowo

Za bardzo miękkie i lekkie,

Ledwo muska duszę,

A ja

Chcę Ci dziś powiedzieć słowo,

Które będzie doprowadzało

Ciało Twoje i duszę Twoją

Do ekstazy,

Do zapomnienia w rozkoszy,

Do szczęścia niewyobrażalnie

Wielkiego,

Jedynego,

Nie do podrobienia.

Ono będzie otwierało mnie całego,

Pozwalało Ci sięgać w każde miejsce

W duszy i umyśle,

Abyś dowiedziała się wszystkiego

O mojej Miłości do Ciebie.

Chcę powiedzieć Ci

Słowo doskonałe,

Którego nikt jeszcze nie powiedział nikomu.

Próbuję znaleźć je,

Ale wiatr go nie przywiał ku moim uszom,

Ogień nie wypalił przede mną,

Woda nie wybrzmiała kroplami deszczu,

Ziemia nie napisała ziarnami piasku na mojej dłoni…

Wiem,

Czuję to,

Że słowo to istnieje!

Jest gdzieś we mnie…

W niepokoju moich myśli

Szukając wciąż,

Spojrzałem w Twoje oczy,

Przytuliłem i pocałowałem…

Błysk światła tysięcy słońc

Rozświetlił mnie

I zrozumiałem,

Że słowo to zawsze było przy mnie,

Tuż obok…

To Twoje imię

Wypowiedziane z głębi serca.

Ono silniejsze jest niż

Wszystkie słowa świata,

Kiedy wyznaję Ci

Moją Miłość.

Wiersz – „W świecie duszy” (autorski

W świecie duszy

 

W świecie duszy

Światło

Nigdy nie gaśnie.

Czasem tylko Ktoś

Ukrywa ten mały

Złoty przycisk,

Którym się go włącza.

Chce, abyś docenił światło,

Gdy ujrzysz mrok.

Dlatego bywa,

Że wtedy musisz sam szukać

Jak znów sprawić jasność.

Ukryto go w rożnych miejscach:

W szumie traw,

W konarach drzew,

W sierści psa lub kota,

W uśmiechu nieznajomej osoby,

W dotyku twarzy kochanego człowieka…

Ludzie i Anioły pomogą ci,

Jeśli chcesz…

Jeśli nie chcesz niczyjej pomocy,

Serce naprowadzi cię na miejsce,

Gdzie wystarczy tylko wyciągnąć dłoń

I światło znów rodzi się w tobie…

W świecie duszy,

Poza czasem i przestrzenią,

Jest miejsce dla innego człowieka

Oprócz nas samych..

Jest tam zawsze stół i krzesła,

Są potrawy na stole,

Napoje dla spragnionych…

Czekają na wędrowców,

Którzy zechcą zasiąść razem

Z twoim Ja przy stole

I posilić się darami duszy.

Niektórzy

Schowali krzesła głęboko

Pozostawiając tylko jedno,

Dla siebie…

Ale i oni spoglądają ukradkiem

Przez okna duszy

Czy ktoś nie zbliża się do nich.

Tkwią tak latami

Przy ogarku świecy

Czekając na człowieka,

Który doceni ich porządek,

Ich skromność,

Surowość świata duszy.

Nie ma jednak ludzi,

Którzy marzą o mieszkaniu

W piwnicach i lochach

Nawet kryształowo czystych…

Dom duszy musi bowiem tętnić

Życiem, radością, dobrem

Aby jego blask

Przyciągał Ją,

Panią Wszystkiego.

W świecie duszy

Czasem panuje bałagan uczuć.

Przychodzi wtedy Miłość

I porządkuje sprawy i rzeczy.

Wnosi blask miliona słońc,

Usuwa kurz z okien oczu

Abyśmy mogli zobaczyć gwiazdy

Na naszym niebie wzruszenia i piękna.

Za to, co robi,

Miłość nigdy nie żąda zapłaty.

Wystarczy jej tylko

Usiąść przy stole marzeń

Obok naszego Ja

I ułożyć plan na życie.

Wtedy nawet Ona jest szczęśliwa.

Kiedy już spotka duszę z duszą,

Dyskretnie usuwa się na bok

I pozwala aby wewnętrzny świat

Wypełniło Wieczne Światło.

Od takiej chwili

Nie musisz już nigdy

Szukać szczęścia

Przedzierając się przez mrok...

Wiersz – „Spragnione Anioły” (autorski)

Tak z ciekawostek: to 650 wpis na tym blogu… Ło Matko! A skąd tyle tutaj tego? 🙂

Pozdrawiam serdecznie!

 

Spragnione Anioły

 

A kiedy

Obejmiesz mnie delikatnie

Otulisz ciepłem spragnionego rozkoszy ciała

Spojrzysz w oczy

Usta zetkniesz z moimi

A kiedy

Moje dłonie

Zaczną spacer po Twoim ciele

Szukając miejsc

Rozgrzanych do czerwoności

Gdy będę palcami

Potrącał czułe struny

Twoich włosów

I oddechem

Ogrzewał miejsca Twoich okrzyków

Kiedy moje usta

Zwilżysz swoją namiętnością

A ja oddam Tobie

To wszystko zwielokrotnione

Wtedy

Noc rozbłyśnie

Światłem lamp

Niesionych przez Anioły ku Ziemi

Chcących cieszyć się tym

Jak dwoje ludzi

Napełnia Miłością

Jej ocean

Wysychający od ludzkiej

Nienawiść

Podłości

Zawiści.

Zastaną nas splecionych ze sobą

I pozbawionych okrycia

W ekstazie zjednoczenia

A my wtedy

Oświetleni ich światłem

Nieskrępowani naszą nagością

Pozdrowimy Ich

I pozwolimy zaczerpnąć siły

Z naszych serc

Bez strachu

Wstydu

Żalu nad utratą

Tego czego nie traci się nigdy

Kiedy się kocha całym sobą

Kocha prawdziwie

Bowiem

Miłość i Prawda są nagie

I wieczne…

Wiersz – „Złudzenie i prawda” (autorski)

Złudzenie i prawda

 

Wiem, że czas jest złudzeniem,

A jednak boli mnie

Każda stracona sekunda,

Każda chwila bez Ciebie.

One nie są mirażami.

Są jak dziura w Wieczności

Przez którą kropla po kropli

Wypływa moje życie.

Kiedyś zrozumiem,

Że nie warto jest się tym martwić.

Będzie to czas wspólnoty,

Nasz czas…

Teraz jednak tęsknię…

 

Wiem, że przestrzeń naprawdę

Nie istnieje.

To tylko nasze zaślepienie

Nie odkryło jeszcze tego,

Jak można ją zignorować.

Wszystkie miejsca,

Które kiedyś poznały naszą obecność,

Są teraz puste jak kosmos bez gwiazd.

Docieram tam myślami,

Ale nie znajduję nawet cienia ciepła

Po naszych uśmiechach,

Naszych zamyśleniach,

Naszych radościach.

One znów się obudzą,

Gdy tam powrócimy.

To siostra Miłości – Nadzieja

Daje mi tę pewność.

Kiedyś nie będzie przestrzeni

Pomiędzy nami,

Ale teraz tęsknię…

 

Wiem, że Miłość

Istnieje.

Jedynie Ona stanowi Siłę,

Której nie wolno zignorować,

Nie należy nią wzgardzić,

Nie jest mądrze jej się przeciwstawić.

Fale strachu przypływają

I odpływają od serca.

Burze myśli wygasają w deszczu pocałunków.

Słowa czułe dają światło oczom.

Tak, tylko Ona

Nie jest oszukaniem zmysłów.

Dla Miłości tak naprawdę

Jedynie czas, przestrzeń i materia ciał

Jest złudzeniem,

Które Ona ignoruje

Docierając do centrum

Każdej duszy.

 

Kocham Cię więc teraz

Bez czasu i przestrzeni pomiędzy nami,

Bo Ona mi dała swój dar:

Zrozumienie,

Co jest prawdą,

A co złudzeniem.